Grawitacja. Wszyscy ją znamy. Nie wiadomo, czy ją kochać – bo z jednej strony łamie nogę i kręgosłup, ale z drugiej strony sprawia, że nie odlatujesz w kosmiczną pustkę jak noworoczny fajerwerk. Mało kto ją jednak rozumie. W szkole uczą: jabłko spada, planety się kręcą „bo grawitacja”. I finito.
A jeśli to tylko ładna ściema, która trzyma ludzi w poczuciu, że są mądrzy?
Newton. Klasyk.
Issac mądry był i gdyby dziś żył, to pewnie miałby wszystko z Apple. Mówił, że grawitacja to siła przyciągania między każdymi dwoma masami. I fajnie, bo dzięki temu powystrzeliwali te wszystkie cuda do góry i teraz w Google Maps możesz sobie wklepać adres i cyk – naprowadzanie. Każdy może być jak Jason Bourne.
Einstein był blisko… albo i nie?
Ale potem wjechał Albert. W jego teorii względności grawitacja nie jest już siłą w klasycznym sensie – to efekt zakrzywienia czasoprzestrzeni przez masę i energię. Wyobraź sobie to tak: dobrze odżywiony człowiek wszedł na wielką trampolinę i rozsypał wokół siebie kulki. Te kulki będą zjeżdżały w dół, w stronę zagłębienia, jakie tworzy. Tylko, że na poziomie kwantów ta narracja sypie się jak resztka kruchego ciasta z rabarbarem, które odstało swoje na lodówce po świętach.
Grawitony, struny i inne takie
Fizycy kombinują więc dalej. W świecie kwantów wymyślili grawitony – cząstki, które miałyby przenosić grawitację. Jeszcze ich nikt nie widział, ale są modne na konferencjach. Jeszcze bardziej futurystyczne są teorie strun i zasada holograficzna, według których nasz świat może być tylko projekcją. Tę ostatnią kocham najmocniej i postanowiłem zrobić z niej swoją.
Grawitacja to… efekt patrzenia?
Lecę na grubo: grawitacja nie istnieje w ogóle. To tylko efekt tego, że świadomość uporczywie skleja rzeczy w całość, żeby nie oszaleć.
Bez percepcji rzeczywistość mogłaby być tylko chaotycznym szumem danych. Masa nie przyciągałaby masy – bo „masa” nie byłaby potrzebna.

Grawitacja holopercepcyjna
Załóżmy, że Twój mózg jest procesorem renderującym rzeczywistość w czasie rzeczywistym. To, co wydaje się „fizyczne”, jest tylko interfejsem użytkownika – pięknym, minimalistycznym designem Wszechświata – i Ciebie jednocześnie.
Grawitacja to UX, który daje iluzję spójności. Bez niego rzeczy dryfowałyby w nicości jak obiekty, które wyjechały poza obszar roboczy w Ilustratorze.
Jeśli grawitacja to percepcja, to wszystko, co robisz jest dokładnie tym samym. Tworzysz iluzję ciężaru, znaczenia, spójności. I to Ty decydujesz, co trzyma świat w całości 🙂 Tak jak ja decyduję, że teoria grawitacji holopercepcyjnej jest najfajniejsza i tyle!
P.S.
To miał być artykuł SEO, ale coś nie poszło. Skończy się prawdopodobnie tak, że więcej będzie tutaj moich eksperymentów myślowych, niż SEO. Ale skoro już sobie o tym przypomniałem – z tym zakończeniem lecimy jeszcze raz:
Wszystko co robisz, nieważne, czy piszesz teksty, tworzysz strony internetowe, aplikacje, gotujesz obiad, malujesz -> wszystko skleja Twoja percepcja 🙂
Spokojności!


Dodaj komentarz