Nie zasługujemy na Sycylię

Sycylijskie projektowanie rzeczywistości.

Projektowanie nie jest dla królów. Nie sprowadzajmy tego pojęcia do finezyjnego poruszania cienkopisem po kartce papieru lub rysikiem po tablecie. Projektowanie odbywa się 24 na dobę – kiedy odbieramy rzeczywistość. Sprzeczność? Żadna.

Im więcej pożądanych danych wejściowych, tym więcej danych na wyjściu. Stąd moje częste podróże i zmiany otoczenia. Nie dotyczy to wyłącznie miejsc, ale też sztuki czy jedzenia. Oczywiście bez przesady. Zodiakalna rybka lubi posiedzieć w domu.

Ale dziś będzie o podróżach. Bo to piękne i zawsze buduje mięsień, który projektowanie ułatwia. Nie myślę jedynie o koncepcjach – myślę o życiu. Choć to przecież też koncepcja.

Zapnijcie zatem pasy i wsiadajcie ze mną do samolotu lecącego w stronę urokliwej Katanii. To miejsce nie mogło się wydarzyć, a jednak…

Dzień dobry, Sycylio! <3

Projektowanie rzeczywistości w Sycylijskim klimacie zawsze zostawia długi i leniwy posmak.

Wylądowaliśmy, a ja miałem wrażenie, że mój zegarek w jednej chwili zwolnił. Nie mówię tu o subiektywnym uczuciu, którego doznajemy łapiąc oddech poza miastem. Dosłownie – ruch wskazówki sekundowej był znacznie wydłużony. Słońce bez ceregieli oznajmiło mi, że powinienem się wyluzować, bo będzie co ma być, a czego nie, to i tak nie będzie. Zresztą – po co w ogóle myśleć o czymkolwiek poza teraźniejszością?

Giuseppe

Wykonaliśmy telefon do Giuseppe, który – ku naszemu zaskoczeniu – kompletnie po angielsku nie rozmawiał. Dialekt, z którym próbowaliśmy się z nim porozumieć był włosko – hiszpańskim miksem ze szczyptą łamanej angielszczyzny. Do porozumienia jednak doszliśmy. Teoretycznie, bo – choć wiedział, o której będziemy się meldować – miał przybyć dopiero za 3 godziny.

– Ale jak 3 godziny, to będziemy czekać pod domem?
– No tak, bo ja teraz mam imprezkę rodzinną i wiecie, no nie mogę. Ale poczekacie, tak?

No poczekamy. Jakie mamy wyjście? To był początek i pierwsza lekcja w Katanii – nie zesraj się. To Ty masz interes, żeby nocować u mnie. Bez żadnej niechęci – po prostu stawiam siebie na pierwszym miejscu i tyle. 

Tak więc Giuseppe przyjechał, baaaardzo powoli, w klapeczkach. Czuć było od niego jakieś winko – dał nam klucze i uśmiechnięty pojechał dalej. A my zaczęliśmy odkrywanie sycylijskiej mentalności i projektowanie jej wspaniałego obrazu na naszą podświadomość.

O widokach na Etnie nie będę pisał. Nie wolno słowem zbezcześcić tej krainy. Trzeba jej doświadczyć. Każda próba opisu będzie nieudolnym i pokracznym usiłowaniem naśladowania Boga. Zresztą – każdy przeżyje to zupełnie inaczej – dokładnie tak, jak każdemu inaczej będzie smakować filiżanka doskonałej kawy.

Następnego dnia – łapiemy autobus do Taorminy. Miał odjechać o 14.00, ale kierowca (znowu Giuseppe – nie do wiary!) przyjechał o 13.20 i stwierdził, że pojedziemy o 13.25, bo jak poczekamy dłużej, to przyjdzie więcej ludzi, a jemu nie działa klimatyzacja, więc będzie za gorąco.

– Ale Giuseppe, tam ludzie kupują bilety na ten kurs, co z nimi?
– Nie rozumiem – oburzył się – przecież będzie następny!

I odjechaliśmy, spoglądając w stronę niczego nieświadomej kolejki przy kasie biletowej. Ale przecież będzie następny! A nawet jak nie – to jutro też jest dzień. A jeśli jutro nie ma dnia, to w sumie – nie było o co się martwić, prawda?

Prawda

Prawda. Bo prawda jest tylko jedna, chociaż każdy ma swoją, czyli w sumie tak naprawdę trudno o prawdę. Jedna jest też Etna i każdy też ma swoją. Moja to szalone zbieganie z krateru ku zdumieniu przechadzających się turystów i fascynacja wciąż parującymi skałami – lata po erupcji. Oraz marzenie o lataniu nad nią – które już częściowo spełniło się niedawno, gdy zdałem egzamin na pilota motoparalotni (To było dopiero projektowanie rzeczywistości! Lecz to historia na inny wpis).

Schodząc z wulkanu chcieliśmy się napić, ale w sklepie o powierzchni ponad 100m2 i kilku ścianach lodówek nie mogliśmy znaleźć zimnych napojów – jedynie wina i sery (jeśli mam być szczery, to tutaj ktoś ewidentnie projektowanie spieprzył). Wyjaśniliśmy ekspedientce na migi, co chcemy i zaprowadziła nas do chłodziarki wielkości bagażu podręcznego, gdzie z namaszczeniem wydobyłem zimne Mountain Dew. Gdy wznosiłem je nad głowę, chóry anielskie śpiewać zaczęły pochwalne pieśni. Oczywiście w sycylijskim dialekcie.

Zagadaliśmy też do jednego małolata, który z racji wieku szkolnego po angielsku nawet rozmawiał. Mówimy, że jesteśmy z Polski, na co on odpowiedział bez najmniejszego śladu emocji:

– Cool.

On kompletnie nie wiedział gdzie jest Polska. Widziałem to w jego oczach. Zazdrościłem mu tego. Po krótkiej wymianie zdań pożegnaliśmy się i życzyliśmy mu miłej siesty, bo chyba teraz taki okres (sierpień zdaje się). Na co on znów – z totalnym politowaniem w oczach spojrzał na nas i rzekł:

– Człowieku. Jestem z Sycylii. Mam siestę cały dzień, każdego dnia…

Outro

Dlatego nie zasługujemy na Sycylię, chociaż w sercu każdego obywatela Ziemi powinna być obowiązkowa. Chociaż obowiązek w tym zdaniu to mocne nadużycie 🙂 Zasługujemy natomiast na to, co wprowadzamy do świadomości. W 100%, bez żadnych wymówek. Nie powinno nas dziwić objawienie się różnego rodzaju chochlików, jeśli cały dzień wpatrujemy się w ich siedlisko.

Pakujmy więc manatki i ruszajmy! Na Sycylię, Chorwację – gdziekolwiek. Mapa jest duża i niezależnie od tego gdzie jesteśmy, patrzmy nie tylko w dobrą stronę, ale i z dobrej strony. To jest prawdziwy hack – niewyobrażalnie skuteczne projektowanie rzeczywistości.

Nie wierz mi.
Sprawdź.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *